poniedziałek, 4 listopada 2013

Prolog

Płatki śniegu delikatnie opadały na ziemię. Cała ulica była biała. Mimo iż było zimno, byłam w samej bluzie. Chciałam to poczuć. Ten chłód nocy. W oddali zauważyłam, że latarnie są już wyłączone. Śmiesznie to wyglądało- taka nagle kończąca się światłość i nastający mrok. Najlepsze było jednak to, że nie widziałam nikogo. Zupełnie nikogo. Byłam tylko ja.
   Uwielbiam oddychać z otwarta buzią, gdy jest mróz. Oddech przemienia się wtedy w taki śmieszny dym... Zatrzymałam się przy jednej z ławek. Byłam obok parku, więc było tutaj naprawdę sporo ławek. Wybrałam tą najmniej zaśnieżoną. Nałożyłam kaptur bardziej na głowę i spojrzałam na swoje dłonie.  Blade z czerwonymi plamkami. No dobra...jest bardzo zimno.
   Uniosłam głowę delikatnie do góry. O. Jednak nie jestem zupełnie sama. Jakiś chłopak siedział zaledwie pięć ławek dalej. Musiałam go nie zauważyć, bo ma na sobie czarna kurtkę i czapkę.  Jest prawie niewidoczny. Jedynie słabe światło latarni pada na niego.  Chyba też mnie nie zauważył.
  W sumie, to trochę ciekawiło mnie, co on tu robi o drugiej w nocy... Może z tego samego powodu, co ja? Może też nie może spać, bo jutro jest jego pierwszy dzień w nowej szkole? Nie... To mało prawdopodobne. Normalni ludzie śpią, bo chcą być wyspani na tak ważny dzień, ale nie ja.
  Powoli wstałam z ławki. Chyba zaczęłam zamarzać. Dobrze, że mam blisko do domu. Spojrzałam się w górę, na niebo. Uwielbiam, gdy pada śnieg, zwłaszcza w nocy. Widzę małe, białe punkciki, które jakby ścigają się, który pierwszy będzie na ziemi. Wyciągnęłam język jak najdalej tylko mogłam i zamknęłam oczy. Parę zimnych płatków śniegu wylądowało na moim ciepłym języku. Otworzyłam oczy i z powrotem zamknęłam usta. Spojrzałam się jeszcze raz w stronę ławki, na której siedział tamten chłopak, ale już go tam nie było. Trochę zdezorientowana znów odwróciłam głowę, tym razem w kierunku, z którego przyszłam. I wtedy go zobaczyłam. Nawet nie usłyszałam, gdy przeszedł metr ode mnie. Miał odwróconą głowę w moją stronę, więc nasze spojrzenia na chwile się skrzyżowały. Przeszły mnie ciarki po całym ciele. Te oczy... Były...Niezwykłe. Jednak nim zdążyłam się ocknąć, chłopak był już daleko przede mną znikając powoli w ciemności.
  Gdy wróciłam do domu, pokonując schody pożarowe, prowadzące do okna od mojego pokoju, które celowo zostawiłam niedomknięte, długo rozmyślałam o chłopaku. Chciałam czegoś się o nim dowiedzieć. Czegokolwiek.
   Zdjęłam bluzę i spodnie. Weszłam szybko pod kołdrę i po paru minutach zasnęłam. Oby jutrzejszy dzień nie był taki zły.